W ostatnich dniach, za sprawą dwóch odrębnych ofensyw, prowadzonych przez Damaszek i sojuszników z jednej strony, a kurdyjsko-arabskie SDF z drugiej (Syryjskie Siły Demokratyczne, wspierane mocno przez USA) doszło do sytuacji, w której znaczne siły tzw. Państwa Islamskiego zostały zamknięte w okrążeniu – na dodatek w obszarze podzielonym przez środek rzeką Eufrat. W praktyce oznacza to, że oba skupiska dżihadystów nie mogą przyjść z pomocą swoim kamratom na przeciwnym brzegu rzeki, gdy ci drudzy są atakowani. Wszystkie mosty na tym odcinku Eufratu są od dawna zerwane (ostatnie w ubiegłym roku, w wyniku bombardowań lotnictwa tzw. Koalicji), a dżihadyści nie posiadają odpowiedniej zdolności do przeprowadzania desantu (np. pontonowego).
Wczoraj rano (16.09.) rzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zakharowa potwierdziła, że siły syryjskiego rządu dokonały desantu na wschodni brzeg Eufratu. Stało się to wkrótce po zniszczeniu znacznych sił ISIS – co umożliwiły zarówno operacje lądowe wojsk syryjskich i sojuszniczych, jak i wsparcie lotniczo-rakietowe Rosjan:
– Pragnę poinformować, że po wielkim zwycięstwie w [mieście] Deir Ezzor, syryjskie oddziały rządowe kontynuują wyzwalanie od ISIS znacznych obszarów na wschodzie kraju. Przedmieścia wspomnianego centrum prowincji zostały właśnie oczyszczone. Natomiast oddziały wiodące natarcie przekroczyły rzekę Eufrat, desantując się na jej wschodnim brzegu – powiedziała Zakharowa, potwierdzając tym samym wczorajsze informacje nt. desantu (który miał miejsce 15 września – w godzinach popołudniowych).
Syryjska Armia Arabska, wspierana przez oddziały sojusznicze dotarła do obrońców Deir Ezzor dnia 5. września; w następnych zaś koncentrowała się na zabezpieczaniu okolic miasta. Próbując odeprzeć tę odsiecz, ISIS rzuciło prawie wszystkie z dostępnych oddziałów własnych, osłabiając również obronę granic z terenami pod kontrolą SDF. Sytuację wykorzystali Kurdowie – świadomi faktu, iż główne siły ISIS skoncentrowały się na zachodnim brzegu Eufratu, 9. września rozpoczęli własną ofensywę. Napotkała ona stosunkowo niewielki opór; efektem było zajęcie przez SDF znacznych obszarów w krótkim czasie. W ostatnich dniach siły kurdyjskie przejęły od ISIS także dzielnicę przemysłową Deir Ezzor – ulokowaną na wschód od miasta i lotniska, na drugim brzegu rzeki. Natomiast siły rządowe w piątek wyparły ISIS z miasteczka o nazwie Ajasz, leżącego na północ od Deir Ezzor. Tego samego dnia wyzwoliły również Al-Murijah, położone nieopodal podmiejskiej bazy lotniczej. Dziś rano przejęły kolejny ważny punkt, również w okolicy lotniska – wioskę Dżafrah.

Warto odnotować, że nadal istnieje (choć w znacznie okrojonym rozmiarze) inna okrążona enklawa ISIS – w środkowej Syrii, na styku prowincji Homs i Hama. Jednak jej usunięcie nie jest na chwilę obecną priorytetem sił rządowych – najważniejsze, że terroryści zostali wyizolowani, stopniowo tracąc siły i środki do prowadzenia działań zbrojnych. Natomiast straty własne sił rządowych, po przyjęciu bardziej defensywnej taktyki, są dużo mniejsze niż wcześniej.
Należy podkreślić, że aktualnie SDF i siły rządowe nie współpracują ze sobą. Mało tego – w ostatnich tygodniach, po rozpoczęciu kurdyjskiej ofensywy na wschód od rzeki Eufrat, zarówno Amerykanie jak i dowódcy kurdyjscy mieli grozić siłom rządowym, iż jeśli te zaczną oczyszczać z ISIS okolice wschodniego brzegu rzeki, to mogą się spotkać z kontratakiem SDF. Groźby te w imieniu SDF powtórzył wczoraj Ahmed Abu Khawla – jeden z kurdyjsko-arabskich dowódców, stojący na czele nowopowstałego tworu o nazwie „Rady Wojskowej Deir Ezzor”:
– Obecnie od wschodniego brzegu rzeki [Eufrat] dzieli nas 3 kilometry; gdy nasze siły już go osiągną, każdy wystrzał w tej okolicy będzie traktowany jako atak na naszą Radę Wojskową […]. Nie pozwolimy reżimowi na przekroczenie Eufratu. O tym, że się zbliżamy powiadomiliśmy zarówno reżim jak i Rosję – a teraz widzą już czoło pochodu naszych wojsk – powiedział Abu Kawla.
Jak wiadomo, Amerykanom i Kurdom zależy na odcięciu rządu syryjskiego od dużych złóż gazu i ropy, znajdujących się na wschód od miasta Deir Ezzor. W ten sposób zamierzają zabezpieczyć sobie pozycję w przyszłych negocjacjach nt. kształtu powojennej Syrii. W rozpoczęciu „oportunistycznej” ofensywy nie przeszkodził Kurdom fakt, że ciągnące się od miesięcy walki z ISIS o Rakkę nadal trwają – a pozostali w mieście mieszkańcy (głównie Arabowie, których pozbawiono możliwości ewakuacji) cierpią nie tylko w wyniku głodu czy konfrontacji sił lądowych, ale także wskutek kolejnych nalotów tzw. Koalicji – zrzucającej na miasto nie tylko konwencjonalne bomby o dużej sile rażenia, ale również biały fosfor, zakazany przez konwencje międzynarodowe. Kurdyjskim dowódcom (oraz ich amerykańskim mocodawcom) nie przeszkadza też, że na zajmowanych przezeń terenach wschodniej części muhafazy Deir Ezzor nie było nigdy ludności kurdyjskiej.
Pogłębiający się kryzys kurdyjsko-syryjski spowodował, że w piątek głos zabrała dr Bouthaina Szaaban – doradczyni polityczno-medialna prezydenta Asada. W wywiadzie udzielonym libańskiej telewizji Al-Manar potwierdziła, że siły rządowe są gotowe walczyć z każdą frakcją – z SDF włącznie – by móc zabezpieczyć obszar całego kraju.
– Zarówno gdy mowa o Daesz czy o tzw. Syryjskich Siłach Demokratycznych, czy jakiejkolwiek innej, nielegalnej obecności zbrojnej na terenie Syrii […] będziemy walczyć tak długo, dopóki uwolnimy nasz kraj od wszystkich agresorów – powiedziała dr Szaaban. – Nie twierdzę, że to się stanie jutro […] ale taki jest zamysł strategiczny – dodała.
Wczoraj po południu pojawiły się doniesienia, jakoby siły kurdyjskie zostały zbombardowane – przez lotnictwo syryjskie lub rosyjskie. SDF wydało specjalne oświadczenie w tej sprawie, wkrótce także podobny krok uczyniło amerykańskie dowództwo sił tzw. Koalicji. Według obu źródeł, miało zginąć kilku żołnierzy kurdyjskich. Jednak część komentatorów wątpi nawet, czy wspomniany atak miał w ogóle miejsce. Powołując się na wcześniejsze przykłady nieprawdziwych oświadczeń sił zachodnich, zwracają oni uwagę na spore rozbieżności między oświadczeniem Koalicji a komunikatem SDF – według tego pierwszego bombardowanie rozpoczęto o godz. 12:30 czasu miejscowego; natomiast w wersji Kurdów miało się to stać około godziny 15:00. Nadto, w wersji kurdyjskiej nalotu miało dokonać „lotnictwo reżimu syryjskiego i rosyjskiego”, natomiast w oświadczeniu amerykańskiego dowództwa Koalicji mowa jedynie o winie Rosji – przy czym nie sprecyzowano, czy ataku z powietrza miały faktycznie dokonać samoloty. Nic nie wskazuje także, by postępy kurdyjskiej ofensywy w pobliżu miasta Deir Ezzor miały zostać choćby na chwilę spowolnione bądź zatrzymane wskutek jakiegokolwiek bombardowania – Kurdowie zajmują kolejne części obszaru leżącego na południe od wspomnianej dzielnicy przemysłowej, z ważną dla jego funkcjonowania elektrownią.
Jak widać z powyższych, rozbieżności i wątpliwości są na tyle znaczne, że stawiają pod znakiem zapytania wiarygodność obu komunikatów, dotyczących rzekomego ataku na siły kurdyjskie.
(na post. Al-Masdar, iraqinews.com, theglobepost.com, Twitter oprac. M.M.)







