Pałac Elizejski przyznał wczoraj, że jeden z francuskich operatorów sił specjalnych zginął „w rejonie Syrii i Iraku”. Jest to oficjalnie pierwszy przypadek od czasu wybuchu wojny w Syrii, gdy śmierć poniósł żołnierz Francji – co jednocześnie zaprzecza wcześniejszym twierdzeniom francuskich władz, jakoby nie prowadziły operacji lądowych na Bliskim Wschodzie. W oświadczeniu Pałacu podano, że prezydent Emmanuel Macron „przyjął z wielkim smutkiem” wiadomość o śmierci porucznika z 13. Regimentu Spadochronowego Dragonów – który miał zginąć “wykonując misję w obronie naszego kraju, broniąc współobywateli i walcząc przeciwko barbarzyństwu”. Prezydent miał także wyrazić „podziw i zaufanie dla francuskich żołnierzy”, którzy „dzielnie zwalczają grupy terrorystyczne od Lewantu do Sahelu”.
Wypowiadając się nt. okoliczności śmierci żołnierza, rzecznik francuskiego Sztabu Generalnego pułkownik Patrick Steiger powiedział, iż pełnił on funkcję doradcy wojskowego dla „sił lokalnych” mających walczyć przeciwko ISIS. Uwagę zwraca, że nie podano nazwy ani lokalizacji tych „siły”. Taka zamierzona niedokładność wskazuje, iż nie chodzi tu o lewicujących Kurdów – gdyż ci cieszą się na Zachodzie pozytywną opinią, inaczej niż „umiarkowane” siły arabskich islamistów, co do których oceny są bardziej podzielone. Nadto, określenie „siły lokalne” w zachodnich komunikatach wojskowych dot. Syrii prawie zawsze oznaczało „umiarkowanych” islamistów syryjskich – co rodzi uzasadnione podejrzenia, iż również obecnie chodzi o jedną z ich frakcji. Bojownicy wspomnianej grupy mieli w sobotę rano dostać się pod zmasowany ostrzał Daesz, które użyło przeciwko nim praktycznie całego dostępnego arsenału: „broni różnego kalibru, karabinów maszynowych, moździerzy i rakiet”, cytując wspomnianego rzecznika Sztabu. Choć francuski żołnierz nie był (oficjalnie) zaangażowany w odpieranie ataku, jednak w wyniku ostrzału został śmiertelnie ranny i zmarł na miejscu.
Francuska operacja wojskowa w Iraku and Syrii, znana jako Opération Chammal, jest częścią działań tzw. Koalicji do walki z Państwem Islamskim, dowodzonej przez USA. Siły zbrojne Francji działają aktywnie także na kilku innych teatrach zamorskich, a oprócz tego w ramach tzw. Opération Sentinelle są angażowane przeciwko terrorystom na terenie Francji.
Generał w stanie spoczynku Dominique Trinquand, dowodzący niegdyś francuską misją z mandatu ONZ, powiedział w wywiadzie dla stacji France 24, że francuskie siły lądowe operują w Iraku „od pewnego czasu”, zaś w Syrii co najmniej od wiosny br. Dodał też, że szczegóły operacji sił specjalnych – także prowadzonych na Bliskim Wschodzie – nie są ujawniane, dlatego nie podano dokładnego miejsca śmierci porucznika. Według niego, francuskie siły specjalne „zostały tam wysłane, by zapewnić wyposażenie i trening dla […] sił irackich i Kurdów”, jak również sił kurdyjskich w Syrii.
– Czasami na misji szkoleniowej okazuje się, że znalazłeś się w strefie walk – dodał.
(na podst. France 24, Al-Masdar oprac. M.M)
Komentarz Redakcji: Obyśmy nigdy nie doczekali dnia, w którym to polski operator sił specjalnych zginie w podobnych okolicznościach – pomagając szkolić „umiarkowanych” islamistów, eufemistycznie określanych przez Zachód mianem „sił lokalnych”. Oficjalnie polscy żołnierze w ramach operacji „Inherent Resolve” zostali wysłani do Iraku i Kuwejtu – jednak w styczniu br. francuski magazyn wywiadowczy „Intelligence Online” podał, że mieli też stacjonować na południu Syrii, szkoląc miejscowych „umiarkowanych rebeliantów” we współpracy z Jordanią. Publikacja magazynu potwierdziła nasze wcześniejsze obawy – które na początku września zeszłego roku zawarliśmy w raporcie specjalnym Xportalu, podejmując niebezpieczny temat zacieśniania współpracy polsko-jordańskiej.









2 komentarze