Koordynator ONZ ds. humanitarnych w Jemenie, Jimmy McGoldrick, wyraził swe oburzenie z powodu śmierci 32 osób, w tym sześciorga dzieci, w wyniku zbombardowania placu targowego w Al-Layal (Jemen, prowincja Saada) przez lotnictwo saudyjskiej koalicji. W swym oświadczeniu prasowym McGoldrick potępił także ostrzelanie przez artylerię saudyjską osiedla Bir Pasza, położonego w prowincji Taiz (południowo-zach. część Jemenu). Zginęło wówczas pięcioro jemeńskich dzieci, a trzy inne odniosły rany.
Słowa krytyki ze strony McGoldricka padły w kilka dni po zatwierdzeniu przez koalicję pod dowództwem Arabii Saudyjskiej ostrzału wspomnianego bazaru. Rzecznik wspomnianej koalicji, płk. Turki al-Maliki, próbował wcześniej uzasadniać te ataki: – “Celem nalotów było zebranie bojowników Houthi, w którym uczestniczyli też eksperci od ataków rakietowych” – powiedział saudyjskiej agencji prasowej.
W ubiegły czwartek natomiast, w bombardowaniu placu targowego w dystrykcie Bani Al-Harith (jemeńska prowincja Sana) zginęła jedna osoba, zaś pięć innych odniosło rany.
Trwająca od marca 2015 roku wojna domowa w Jemenie zapewne nie zakończy się szybko; intensywne starcia trwają nadal. Przedstawiciele jemeńskiego ministerstwa obrony, kontrolowanego przez koalicję grup opozycyjnych wobec Saudów (na czele z ruchem Houti i sympatykami prezydenta Saleha), w ostatnich dniach oświadczyli, że w wyniku operacji prowadzonej w rejonie Nimh udało się wyeliminować wielu przeciwników. W efekcie czterodniowej ofensywy pod Nihm, na północny wschód od Sany, śmierć miało ponieść 164 bojowników podległych juncie Hadiego (jemeńskiego prezydenta-marionetki, zależnego od Saudyjczyków) i koalicji saudyjskiej; około 300 odniosło rany. Wkrótce po tym siły oporu przypuściły dwa natarcia na siedzibę Wydziału Postępowań Kryminalnych w mieście Aden. Udało im się wyeliminować co najmniej 50 bojowników junty prez. Hadiego.
Oprócz tego, połączone siły Houthich i prez. Saleha z sukcesem zaatakowały saudyjskich żołnierzy na ich własnym terytorium, w obozie Al-Hadżr k. Madżazat (saudyjska prowincja Asir). Wojska wahabitów zostały też zaatakowane w Al-Muasim i Altiwal Alsaeuditin (saudyjska prowincja Jizan). W obu przypadkach rajdy jemeńskich sił zakończyły się sukcesem, Saudyjczycy ponieśli znaczne straty w żołnierzach i sprzęcie.
Szczególnym echem odbił się natomiast jemeński atak rakietowy – przeprowadzony 4 listopada w godzinach wieczornych. Celem były struktury wojskowe zlokalizowane na obrzeżach Rijadu, przy lotnisku międzynarodowym im. króla Khalida. Według oficjalnych doniesień, tym razem saudyjskiej obronie przeciwrakietowej udało się zapobiec zniszczeniom. Mieszkający nieopodal saudyjscy cywile nakręcili wideo za pomocą smartfonów – widać na nim, jak uaktywniają się systemy przeciwrakietowe, słychać też wielką eksplozję (zapewne jemeńskiej rakiety, zestrzelonej w powietrzu):
Następnego dnia Saudyjczycy odpowiedzieli kolejnymi bombardowaniami jemeńskiej stolicy, Sany.
(na podst. Al-Mayadeen, CNN, FB oprac. M.M.)

[zdjęcie tytułowe przedstawia efekty saudyjskiego bombardowania miasta Al-Awamijja – zamieszkanego przez szyitów jemeńskich. Lipiec 2017 r.]
Komentarz Redakcji: Reakcja przedstawiciela ONZ na saudyjskie zbrodnie była właściwa – szkoda jednak, że przedstawiciele organizacji nie reagowali podobnie na wiele ze wcześniejszych działań Saudyjczyków, wymierzonych w ludność cywilna Jemenu. Nie oszukujmy się – trudno sądzić, by przedstawicielami organizacji (w której USA posiada ogromne wpływy) kierowały głównie względy humanitarne, jakkolwiek część z nich przejawia dobre chęci. Zdecydowana reakcja McGoldricka jest zapewne pochodną powiększających się powoli różnic między USA i Arabią Saudyjską.








3 komentarze