Trwająca od 9 lat wojna w Syrii od początku nie była żadną wojną domową ani rebelią „uciśnionej” ludności. Konflikt, rozdzierający ten piękny kraj od środka jest podgrzewany przez siły zewnętrzne – przede wszystkim przez Zachód, Turcję i Katar. Zaangażowanie tych ostatnich nie jest czymś dziwnym – w końcu ad-Dauha wespół z Ankarą są największymi sponsorami Bractwa Muzułmańskiego. Wsparcie terrorystom walczącym przeciwko legalnym władzom w Damaszku okazywały też inne monarchie znad Zatoki Perskiej – ale najnowsze informacje, podawane przez media katarskie wskazują, że ostatnio Zjednoczone Emiraty Arabskie postanowiły zmienić swoją strategię w Syrii.
Dziedzic tronu Abu Zabi Muhammad bin Zajid an-Nahajjan namawia prezydenta Syrii Baszara al-Asada do wznowienia ofensywy w syryjskiej prowincji Idlib, której część znajduje się pod turecką okupacją. Jak informują katarskie media, Abu Zabi oferuje Damaszkowi kilka miliardów dolarów, żeby związać Turcję walkami na północy Syrii.
Zjednoczone Emiraty Arabskie już wcześniej próbowały zerwać podpisanie rozejmu w Idlib. Sugerowali to emiraccy urzędnicy jeszcze przed zawarciem porozumień z 5 marca. W przeddzień spotkania Putina z Erdoganem w Moskwie Damaszek odwiedził doradca szefa służby bezpieczeństwa ZEA Ali asz-Szamsi. Emiraty zaproponowały al-Asadowi 3 miliardy dolarów za wznowienie ofensywy, przy czym pierwszy miliard miał trafić do Syrii już w końcu marca.
Według danych katarskich mediów w trakcie trwania walk w Idlibie asz-Szamsi spotkał się z Baszarem al-Asadem i prosił go o nieprzestrzeganie zawieszenia broni. Asad w odpowiedzi zasugerował, że jego kraj potrzebuje wsparcia finansowego. Jak twierdzą Katarczycy, Asad zażądał 5 miliardów dolarów, ale w końcu strony ustaliły, że Syria dostanie 3 mld.
Kiedy Damaszek zaczął mobilizację sił w celu wznowienia ofensywy, o planach nowego natarcia w Idlibie dowiedziało się dowództwo rosyjskie. Wiadomość ta nie usatysfakcjonowała Kreml. Do Damaszku został wysłany minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, żeby uświadomić Syryjczyków o czerwonych liniach w Idlib – piszą katarskie media. Bin Zajid miał dalej namawiać Syryjczyków do nieprzestrzegania rosyjsko-tureckiego porozumienia.
W chwili podpisania 5 marca br. rozejmu w Idlib, rząd Syrii dostał już 250 mln. dolarów – pisze Middle East Eye. Pod koniec marca Syryjczycy mieli dostać drugą transzę.
Trudno powiedzieć, czy w obecnej chwili ZEA nadal pracują nad zerwaniem turecko-rosyjskiego porozumienia. Emiraty są zaniepokojone ewentualnością, że w te plany zaangażują się Stany Zjednoczone, od wsparcia których jest uzależnione istnienie wielu monarchii znad Zatoki Perskiej. W Abu Zabi słyszy się skargi, że administracja Białego Domu przymyka oko „na awanturniczą politykę Turcji w Syrii”.
To nie jest pierwszy przypadek, kiedy ZEA angażują się w walkę z Turcją w Syrii – i znowu cudzymi rękoma. Od dawna Emiraty wspierają bojówki kurdyjskie w północno-wschodniej Syrii, które Ankara uważa za organizacje terrorystyczne ze względu na ich powiązania ze zdelegalizowaną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Finansowanie to wzrosło wraz z rozpoczęciem przez Turcję operacji wojskowych przeciwko YPG.
Od czasów katarskiego kryzysu dyplomatycznego, który zbliżył ad-Dauhę i Ankarę, przeciwdziałanie Turcji i Katarowi jest jednym z priorytetów dyplomacji emirackiej. Obecnie ZEA zajmują nawet bardzo pojednawczą pozycję względem Iranu.
Od kwietnia 2019 roku ZEA wraz z Rosją wspierają ofensywę generała Chalify Haftara w Libii. Abu Zabi dąży obecnie do zapewnienia Haftarowi kontroli nad całym krajem, a przynajmniej nad dużą częścią Libii. Interwencja wojskowa Turcji w styczniu, w ramach pomocy tzw. Rządowi Porozumienia Narodowego, jeszcze bardziej zagroziła interesom ZEA w Libii.
Również wcześniej informowaliśmy o zacieśnieniu współpracy pomiędzy Asadem a Haftarem, których łączy opór przeciwko działaniom Erdogana.
Zaostrzając stosunki z Moskwą, ZEA dąży ostatecznie do skonsolidowania osi antytureckiej. Jednak współpraca Turcji i Rosji w Syrii tworzy blokadę dla interesów Emiratów, gdyż Putin stara się współpracować z Ankarą, równoważąc jednocześnie relacje Moskwy z Assadem i Erdoganem. Podobny scenariusz pojawił się w Libii po tym, jak Moskwa i Ankara uzgodniły w styczniu zawieszenie broni.
Abu Zabi będzie nadal wspierał Asada, uważając jego obecność za największą przeszkodę dla tureckich wpływów – teraz, gdy to właśnie Idlib jest punktem zapalnym konfliktu.
Eugeniusz Onufryjuk







