1 grudnia francuski prezydent François Hollande ogłosił, że nie będzie się ubiegał o reelekcję w przyszłym roku, z powodu swojej niepopularności.
– Jestem świadomy ryzyka, jakie wiązałoby się z obraniem drogi niegwarantującej wystarczającego poparcia, zdecydowałem więc, że nie będę kandydował w wyborach prezydenckich. – powiedział Hollande w telewizyjnym przemówieniu.
W rzeczywistości żadnego ryzyka, czyli niepewności, nie było: sondaże zgodnie nie dawały żadnych szans na wejście do drugiej tury wyborów w 2017 r. ani Hollande’owi, ani żadnemu innemu kandydatowi reprezentowanej przez niego Partii Socjalistycznej. W badaniach opinii publicznej Hollande’a ocenia pozytywnie jedynie 15% respondentów, co czyni go najbardziej niepopularnym prezydentem w najnowszej historii Francji. W pierwszej turze wyborów prezydenckich gotowych było go poprzeć jedynie 7-9% wyborców.
Francuskie portale internetowe i gazety skomentowały decyzję Hollande’a tytułami: „Upadek prezydenta”, „Wycofanie się Hollande’a jednogłośnie przyjęte przez całą klasę polityczną”, „Hollande sam się dyskwalifikuje”. François Fillon, który 27 listopada oficjalnie uzyskał nominację „centroprawicowej” partii Republikanie na jej kandydata w wyborach prezydenckich, podsumował całą sytuację słowami: „prezydent Republiki przytomnie przyznaje, iż jego spektakularna porażka nie pozwala mu iść dalej”.
Prasa podkreśla, że to pierwszy przypadek w dziejach V Republiki Francuskiej, kiedy urzędujący prezydent po zakończeniu pierwszej kadencji nie będzie ubiegać się o reelekcję. Jedynym wyjątkiem był Georges Pompidou, który zmarł w 1974 r. na dwa lata przed zakończeniem siedmioletniej wówczas kadencji prezydenckiej. Nawiązując do tego faktu, tygodnik „L’Obs” napisał, że „Hollande musi się pogodzić ze śmiercią polityczną”. Dziennik „Le Figaro” określił rezygnację Hollande’a jako „smutny epilog nieliczącej się kadencji”. To aluzja do bezbarwności obecnego prezydenta, którego mdły styl jeszcze podczas kampanii wyborczej w 2012 r. zapewnił mu przezwisko „Budyń” (Flanby). O jego wyborze przesądził rekordowa niechęć wyborców do walczącego wówczas o reelekcję prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.
(Na podstawie PAP opracował A.D.)








