Syryjskie Siły Demokratyczne przejęły bez walki znaczne obszary na wschodnim brzegu Eufratu, szereg miejscowości i największe pole naftowe Syrii – Al-Omar. Dwa dni temu dowództwo SDF ogłosiło „sukces militarny” – jednak rychło okazało się, że ich oddziały zbrojne nie osiągnęły nawet granic wspomnianego pola. To lokalne plemiona sprawujące nad nim pieczę, walczące od lat po stronie tzw. Państwa Islamskiego, przeszły na stronę koalicji kurdyjsko-arabskiej wspieranej przez USA.
Spekuluje się, iż taki ruch zapewni im nie tylko dalsze dochody z wydobycia ropy, ale również bezkarność za zbrodnie, za które ponieśliby odpowiedzialność w przypadku wkroczenia na te tereny syryjskich wojsk rządowych, tudzież ich sojuszników. Natomiast stronie kurdyjskiej przejęcie kontroli nad polem Al-Omar zapewni dużo wyższą pozycję w negocjacjach nt. kształtu powojennej Syrii.
Jak zauważył pewien dziennikarz libański, Kurdowie celebrują ten sukces dużo bardziej niż zdobycie miasta (a w zasadzie ruin) Rakki – co jest dość znamienne (więcej wyjaśnień w komentarzach).

W międzyczasie Syryjska Armia Arabska i grupy sojusznicze zajęte były oczyszczaniem zachodniego brzegu Eufratu – kontynuując swój marsz na południe, tak w dzień jak i w nocy, pomimo zaciętego oporu ISIS. Po wczorajszym wyzwoleniu Makhan, błyskawicznie dotarły do miasta Al-Qurayya, zdobywając je dziś późnym popołudniem. Zaskoczeni tempem natarcia dżihadyści nie zdołali się nawet przegrupować, ani umocnić na pozycjach obronnych; nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek w tej kampanii. Dowództwo syryjskie rozumie, że „syryjski blitzkrieg” jest dobrą strategią zwalczania dżihadystów – nie pozwalając przeciwnikom ani na przeorganizowanie obrony, ani tym bardziej na wyprowadzenie skutecznego kontrnatarcia. Do tego jednak niezbędna jest koncentracja sił, co w praktyce uniemożliwia prowadzenie większych operacji na wschodnim brzegu Eufratu. Taką sytuację wykorzystali właśnie Kurdowie.
Już wcześniej liczni eksperci (w tym i niektórzy popierający SDF) przyznawali, że sytuację z plemionami arabskimi w prowincji Deir Ezzor rozstrzygną saudyjskie pieniądze – Saudyjczycy mieli je przekupywać, by przechodziły na stronę kurdyjsko-amerykańską. Tym samym realnego kształtu zaczął nabierać polityczny sojusz między Arabią Saudyjską a władzami tzw. Rożawy – obie strony wiele miesięcy temu wyraziły chęć współpracy, wkrótce po wybuchu kryzysu w relacjach między Saudami a Katarem. Wiadomo jednak, iż część dowódców i szeregowych członków SDF nie ufa ani Saudyjczykom, ani nawet USA – uważając politykę współpracy z nimi, prowadzoną przez własny pion polityczny (partię PYD), za niebezpieczną dla społeczności kurdyjskiej.
Jak donosi wiele źródeł, przejście wspomnianych dżihadystów do SDF to jedynie wierzchołek góry lodowej – gdyż samo zjawisko jest znacznie szersze, i nie dotyczy tylko plemion pustyni. Od dawna mówiło się o tym, że SDF pragnie przygarnąć dżihadystów czeczeńskich – znając ich wysokie umiejętności bojowe i wykorzystując ich sytuację (brak możliwości powrotu na terytorium Federacji Rosyjskiej bez ryzyka utraty życia). Wskazujące na to aspekty pojawiły się nawet… w jednym z najważniejszych manifestów programowych tzw. Rożawy.
W ostatnich miesiącach głośno było także o przechodzeniu dżihadystów różnych frakcji (w tym ISIS i związanych) na stronę kurdyjską. Szczególne kontrowersje budzą przypadki dowódców, znanych jako Abu Khawla i Abu Layla. Są to jednak przykłady watażków znanych nie tylko lokalnie, najbardziej rzucające się w oczy – samo zjawisko jest znacznie szersze. Dla przykładu, wczoraj aktywiści syryjscy zauważyli, że w materiale rosyjskiej stacji RT poświęconym działaniom SDF, po stronie Kurdów pojawił się sanitariusz będący wcześniej członkiem ISIS, znanym ze zbrodni i udziału w pokazowych egzekucjach. Mało tego – udało mu się „sprzedać” rosyjskim mediom łzawą historyjkę o tym, jak to rzekomo on i jego rodzina byli prześladowani przez ISIS. Najwyraźniej rosyjscy dziennikarze nie spodziewali się, że takie osoby mogą być przyjmowane z otwartymi ramionami w szeregi SDF. Tak czy inaczej, po emisji tego materiału wielu Syryjczyków skrytykowało RT – za to, że nie sprawdzili dokładnie, z kim rozmawiają.
Aktualnie, według informacji rosyjskiego ministerstwa obrony, Daesz kontroluje już tylko 5 proc. terytorium Syrii. Jak wiadomo ze źródeł syryjskich (różnych orientacji politycznych) wielu dżihadystów straciło zupełnie wiarę w zwycięstwo tzw. Państwa Islamskiego. Obecnie nie szukają już oni „rajskich dziewic”, lecz możliwości ucieczki i przeżycia – najlepiej bez surowej kary za popełnione zbrodnie. To zaś może im zapewnić efektywnie tylko koalicja kurdyjsko-arabska, działająca pod patronatem USA.
(na podst. Al-Masdar, FB, Twitter oprac. M. Mazur)








2 komentarze