Syria: Amerykańsko-rebeliancka baza w pełni zablokowana

Szef rosyjskiego Sztabu Generalnego, gen. Walery Gerasimow w wywiadzie dla gazety „Komsomolskaja Prawda” potwierdził, że amerykańsko-rebeliancka baza At-Tanf na południu Syrii została w pełni zablokowana przez syryjskie oddziały rządowe. Tym samym jedyną drogą dostarczania zaopatrzenia, ludzi tudzież ich ewakuacji zostaje droga powietrzna – jednak siły Koalicji oraz wspieranych przezeń „umiarkowanych” islamistów muszą liczyć się z ryzykiem zestrzelenia, jak dodają informatorzy powiązani z syryjskimi siłami rządowymi.

Według słów generała, bezpośrednio przed domknięciem blokady tereny wokół bazy At-Tanf opuściło około 350 zbrojnych islamistów – udając się do Jordanii. Gerasimow dodał jednak, że w bazie nadal stacjonuje ich drugie tyle, szkolonych ciągle pod okiem amerykańskich instruktorów. Istniało nawet ryzyko, że spróbują oni zająć miasto Al-Karyatayn w południowej Syrii – gdzie rząd w Damaszku ma dość chwiejną pozycję, a parę miesięcy wcześniej dywersja ISIS pozbawiła go kontroli nad miastem na kilka tygodni. Odzyskanie jej kosztowało siły rządowe dużo czasu i wysiłków.

Oprócz tego, generał wspominał także o pobliskim obozie uchodźców Al-Rukban, który może stać się rezerwuarem dla rekrutacji kolejnych bojowników.

Przypomnijmy, że obóz uchodźców Al-Rukban znalazł się już wcześniej w centrum uwagi mediów, gdy na początku listopada br. Rosja oskarżyła USA o blokowanie pomocy humanitarnej doń płynącej. Sytuacja humanitarna w nim panująca jest na tyle zła, że głos zabrał specjalny przedstawiciel ONZ – ponad 50 tys. uchodźców mieszka w namiotach, na smaganej wiatrem pustyni. Brakuje im nie tylko pożywienia i lekarstw, ale nawet – z uwagi na specyfikę terenu – wody zdatnej do picia. Do obozu leżącego bezpośrednio na granicy z Jordanią (de facto rozlokowanego pierwotnie w przekopie granicznym) od 2016 roku rząd jordański blokuje możliwość dostarczania pomocy, a USA nie umie (lub raczej nie chce) wywrzeć nań wystarczającej presji. Na dodatek obóz mieści się w jednostronnie proklamowanej przez USA „strefie bezpieczeństwa”, do której siły amerykańsko-rebelianckie nie wpuszczają nikogo powiązanego z rządem w Damaszku. W ten sposób dostęp do obozu zablokowano nie tylko konwojom humanitarnym od syryjskiego rządu i sojuszników, ale również tym organizowanym przez ONZ i inne podmioty ze świata zachodniego.

Z drugiej strony, „rebeliantom” stacjonującym w bazie At-Tanf zapewnia się nawet więcej niż podstawowe środki przeżycia – a do tego miesięczny żołd. W takiej sytuacji istnieje ryzyko, że do oddziałów „rebelianckich” dołączą kolejni mężczyźni z obozu uchodźców – chcąc przede wszystkim zapewnić podstawowe środki przeżycia swoim rodzinom. Mechanizm ten jest powszechnie znany Syryjczykom, był wielokrotnie wykorzystywany w innych częściach Syrii przez różne grupy dżihadystyczne i islamistyczne, w tym te wspierane bezpośrednio przez USA.

Zarówno Amerykanie, jak i władze jordańskie (również czynnie popierające wspomnianych „rebeliantów”) zdają sobie z tego sprawę, a wszelkie wspomniane zaniedbania humanitarne z ich strony noszą znamiona celowości. Sytuację mogłaby zmienić obecna rządowa blokada bazy wojskowej w At-Tanf, o ile zakończy się ona zmuszeniem sił amerykańsko-rebelianckich do opuszczenia tych okolic. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż z licznych komunikatów, w tym wczorajszej deklaracji amerykańskiego sekretarza obrony, gen. Mattisa wynika, że Amerykanie nie mają wcale zamiaru opuszczać Syrii.

Jedno ze zdjęć, jakie wyciekły z At-Tanf – pick-up islamistów obok żołnierzy amerykańskich w Humvee, przy wjeździe do bazy

Oprócz tego gen. Gerasomow wspomniał o innej bazie amerykańskiej – obozie Shaddadi w północno-wschodniej Syrii, na obszarze kontrolowanym przez kurdyjskie bojówki YPG. Szkoleni są w nim jednak nie tylko Kurdowie, ale też – według generała – byli dżihadyści, w tym nawet ci, którzy wcześniej służyli w szeregach ISIS:

To obszar pod kontrolą Kurdów, gdzie znajduje się również baza sił amerykańskich. Ponadto, około 800 ludzi przybyło do Shaddadi z okolic wschodniego brzegu Eufratu, gdzie Kurdowie prowadzili ofensywę [oficjalnie przeciwko ISIS – przyp. red.] […] W rzeczywistości byli to ludzie ISIS – powiedział generał.

Generał uważa, że wspomniani bojownicy po przeszkoleniu zasilą siły tzw. Nowej Armii Syryjskiej, która będzie nadal destabilizować sytuację w kraju, walcząc z siłami rządowymi [informacje przez niego podawane są zbieżne z tym, co już wcześniej było wiadome z innych źródeł. W jednym przypadku ciekawe fakty ujrzały światło dzienne… po swego „wpadce” dziennikarzy z RT].

Osobiście uważam, że celem Koalicji wówczas [przed rozpoczęciem interwencji rosyjskiej w 2015 r.] nie było tak na prawdę zniszczenie ISIS, i nadal nim nie jest – powiedział generał. Dodał też, że siły Koalicji wykonują w Syrii przeciętnie 8 do 10 bombardowań dziennie, podczas gdy Rosjanie dokonują ich średnio 60-70.

Podczas najbardziej intensywnych operacji [Siły Powietrzne Federacji Rosyjskiej] wykonywały 120 do 140 bombardowań dziennie. Tylko tak zmasowanymi środkami można złamać kręgosłup międzynarodowego terroryzmu w Syrii. A ośmioma czy dziesięcioma uderzeniami dziennie? Koalicja wydaje się mieć inne cele w Syrii. Ich główny cel to prowadzenie walki przeciwko Asadowi, nie przeciwko ISIS – dodał generał.

(na podst. Muraselon, Al-Masdar, reliefweb.int oprac. M. Mazur)

Leave a Reply