Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) uwolniły ponad 400 wziętych do niewoli członków ISIS, pochodzących z Syrii – w tym 10 dowódców, oraz innych oficjeli tzw. Państwa Islamskiego (ekonomów, znawców prawa szariatu, członków wywiadu i aparatu bezpieczeństwa). Co ważniejsze, ponad 12o z nich miało następnie zasilić szeregi koalicji kurdyjsko-arabskiej w prowincji Deir Ezzor. Taką informację 10. stycznia podało tzw. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie, nieco później potwierdziły ją także źródła prorządowe i lokalni aktywiści arabscy. Oprócz wspomnianej Deir Ezzor, zwolnieni mają pochodzić również z prow. Hasaka – jak podawało Obserwatorium, powrót byłych dżihadystów wywołał napięcia społeczne, a nawet lokalne walki między klanami i rodzinami, gdyż wielu miejscowych chciało pomścić swoich bliskich zabitych przez ISIS. Oprócz tego, mieszkańcy wyrażali obawy, że zwolnieni i „zrehabilitowani” dżihadyści tak naprawdę zamierzają stworzyć podziemne komórki Daesz na terenach kontrolowanych przez SDF.
Większość ze zwolnionych dżihadystów miała się dobrowolnie oddać Kurdom do niewoli pod koniec zeszłego roku – w trakcie kurdyjskiej operacji „Burza Dżaziry”, prowadzonej przy wsparciu tzw. Koalicji pod dowództwem USA.
Natomiast z innych źródeł wiadomo, że wśród zwolnionych przeważają Arabowie, ale jest też wielu Kurdów, pochodzących głównie z prow. Hasaka. Zwolnieni wywodzą się z różnych grup zawodowych i środowisk – są wśród nich nawet byli żołnierze Syryjskiej Armii Arabskiej, którzy zdezerterowali na początku „syryjskiej rewolucji”, zostając wówczas „umiarkowanymi rebeliantami”.
Nie wiadomo do końca, jakie motywy kierowały kurdyjskim dowództwem, że zgodziło się na takie kroki – choć podobne przypadki odnotowano już wcześniej, jednak nigdy w tak dużej skali. Czyżby chcieli zachowywać się jak Al-Kaida, albo Turcja i popierani przez nią islamiści, bardziej znani z przyjmowania byłych członków ISIS w swoje szeregi?
Sprawa jest częścią szerszego problemu: relacje między siłami Kurdów-separatystów a Daesz (podobnie jak np. między SDF a FSA) nie zawsze przyjmowały formy otwartej wrogości, czy konfrontacji zbrojnej. Lokalne różnice potrafiły być w tym względzie bardzo duże – wiele zależało np. od tego, czy lokalni dowódcy po przeciwnych stronach znali się wcześniej, jakie było nastawienie ludności miejscowej, albo czy Syryjska Armia Arabska (traktowana często jako wspólny wróg – zależnie od sytuacji frontowej) znajdowała się w pobliżu. W listopadzie ub. roku szok wywołały doniesienia o nadzorowanej przez SDF ewakuacji dżihadystów ISIS z Rakki, a pod sam koniec miesiąca echem w świecie arabskim odbiły się doniesienia o zawieszeniu broni między ISIS a SDF w prowincji Hasaka. Tekst porozumienia, który wówczas wyciekł, zawierał daleko idące ustępstwa na rzecz Daesz – co wywołało kolejny skandal. Jak łatwo się domyślić, nowy rzecznik kurdyjskiej koalicji SDF (mianowany po haniebnej ucieczce swego poprzednika do Turcji) stanowczo twierdził, że do żadnego porozumienia nie doszło.

Jednak widać, że jakaś zmiana faktycznie nastąpiła – lokalnych walk z ISIS nie było nawet dłużej, niż przez okres zapisany w umowie – ale w tym samym czasie (grudzień 2017 – połowa stycznia br.) na innych odcinkach frontu nadal trwały mniejsze starcia między SDF a Daesz. Oprócz tego, w ostatnich dniach ISIS wykorzystało turecką agresję na kanton Afrin, przypuszczając natarcia na Kurdów, przygotowujących się do obrony przed Turcją i podległymi jej islamistami.
Obecnie można uważać, iż rozejm przestał obowiązywać – określony w umowie czas dobiegł końca przed paroma tygodniami, natomiast kilka dni temu siły ISIS zaatakowały posterunek SDF koło Ash-Shaddadi, na południu prowincji Hasaka, blisko granicy syryjsko-irackiej. Wiadomości o nim podały komórki medialne Państwa Islamskiego – nie podając jednak, ani ilu ludzi zginęło, ani też, czy dżihadyści zdobyli w jego efekcie kontrolę nad jakimkolwiek obszarem. Zdarzenie miało miejsce prawdopodobnie we środę, 17. stycznia – gdyż tego samego dnia źródła tzw. opozycji syryjskiej odnotowały w okolicy naloty (bez wątpienia odwetowe) dokonane przez lotnictwo tzw. Koalicji pod dowództwem USA.
(oprac. M. Mazur)
Aktualizacja, godz. 21:37 – SDF ma nowego rzecznika
Komentarz Redakcji: Niniejszy wpis dedykujemy wszystkim tym, którzy (zgodnie ze wskazaniami demoliberalnych mediów) wylewają obecnie gorzkie łzy nad Kurdami-separatystami, po tureckiej agresji na Afrin. Witamy w realnym świecie konfliktów zbrojnych – w którym zdarza się, iż nawet strony przedstawiane nam jako „dobre” uciekają się do nieczystych chwytów, by wzmocnić swoją pozycję. Parafrazując jednego z polskich poetów – „Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie / Chcecie Rożawy? No to ją macie!”







