Syria: USA zbombardowało zgrupowanie sił prorządowych, ponad 100 ofiar

Ponad stu członków sił prorządowych zginęło dzisiejszej nocy (ze środy na czwartek), gdy lotnictwo USA zaatakowało zgrupowanie syryjskich wojsk nieopodal miasta Deir Ezzor – liczące około 500 zbrojnych, oraz znaczną ilość artylerii, czołgów, wyrzutni rakietowych i moździerzy. Rzekomo miało być to uderzenie „defensywne” i „odwetowe”, mające zmusić siły rządowe do zaprzestania ostrzału położonej kilka kilometrów dalej kwatery Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) – w której, obok bojowników arabsko-kurdyjskich, znajdować mieli się także amerykańscy „doradcy wojskowi”. Taką informację przekazał agencji Reuters jeden z oficjeli amerykańskich, zastrzegając sobie zachowanie anonimowości.

Syryjskie media państwowe mówią o „dziesiątkach zabitych i rannych”, reprezentujących głównie „siły lokalne” tudzież „siły ludowe” walczące z Państwem Islamskim oraz SDF na wschód od rzeki Eufrat. Jak można się domyślać (także z innych przekazów), zgrupowanie tworzyły w większości jednostki inne niż regularne oddziały Syryjskiej Armii Arabskiej – choć zabici i ranni są także wśród jej żołnierzy. Oprócz tego, źródła związane z tzw. opozycją utrzymują, że do szpitali w mieście Deir Ezzor trafiło około rannych 50 członków „milicji irańskich” (tzn. popieranych przez Iran, choć składających się z nie-Irańczyków), zaś 25 miało ponieść śmierć.

Wątpliwości rodzi jednak sam atak, którego miały najpierw dokonać siły rządowe na sztab SDF – amerykański informator „Reutersa” twierdził, że ranny w nim został tylko jeden członek SDF. Z innych źródeł wynika, że najpewniej żaden z amerykańskich żołnierzy nie został ranny. Kwestii rannych/zabitych nie uwzględnia też oświadczenie wydane przez amerykańskie dowództwo operacji „Inherent Resolve” – oprócz standardowej propagandy, jedyna konkretna informacja w nim zawarta dotyczy lokalizacji – (rzekomy) atak sił rządowych na  SDF miał miejsce w odległości 8 km na wschód od rzeki Eufrat, uznanej wcześniej za „linię demarkacyjną”:

Wygląda na to, że skala ataku sił prorządowych na SDF była relatywnie niewielka (o ile faktycznie miał on miejsce), zaś USA szukało pretekstu do zniszczenia dużego, lokalnego zgrupowania sił wspierających rząd w Damaszku – znajdującego się w pobliżu największego złoża gazu w Syrii, kontrolowanego obecnie przez SDF. Wątpliwości budzą także inne szczegóły:

Podejrzewaliśmy [podkr. red.], że siły popierające syryjski reżim próbowały przejąć teren, który SDF wyzwoliło od Daesz we wrześniu 2017 roku – powiedział wspomniany wcześniej anonimowy amerykański oficjel, dodając, że wspomniane oddziały rządowe prawdopodobnie zamierzały zająć pola naftowe koło Khusham, które były głównym źródłem dochodu Daesz między 2014 a 2017 rokiem”. Twierdził też on, że na długo przed atakiem amerykańskie dowództwo Koalicji „ostrzegało” Rosjan, pozostając też w „stałym kontakcie [z nimi] podczas trwania ataku i po nim”.

Oprócz tego, ani wojskowi amerykańscy, ani dowództwo SDF nie ujawniły informacji na temat tożsamości sił prorządowych, którym „odpowiedziano” nalotem. Źródła powiązane z syryjską „umiarkowaną opozycją” dodają natomiast, że siły prorządowe rozlokowane były koło miejscowości Hatlah i Housseneih – zaś po zbombardowaniu tego zgrupowania siły rządowe i lotnictwo rosyjskie miało odpowiedzieć bombardowaniami i ostrzałem rakietowym pola gazowo-naftowego Koniko (zw. też Conoco – od nazwy spółki, która rozpoczęła ich eksploatację) i pobliskiego miasteczka Kehsham, gdzie znajduje się lokalne dowództwo SDF. Niektóre źródła „opozycyjne” dodają, że w skład zbombardowanego zgrupowania mieli wchodzić także rosyjscy „kontraktorzy” – jednak te informacje są wątpliwe.

Rosyjskie ministerstwo obrony skomentowało dziś całą sprawę mówiąc, że głównym celem USA w Syrii nie jest zwalczanie ISIS, tylko zagarnięcie jej zasobów – jak podała agencja Interfax. Ministerstwo stwierdziło też, że zbombardowane zgrupowanie miało prowadzić w okolicy jedynie „rekonesans” – o którym Rosjanie nie zostali jednak poinformowani.

(na podst. Reuters, Twitter, Al-Masdar oprac. M. Mazur)

Komentarz Redakcji: Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach odbyło się wspomniane przez amerykańskiego oficjela zeszłoroczne „wyzwolenie” pola Conoco, czyli największego w Syrii złoża gazu, bogatego również w ropę – a także, jak członkowie lokalnych grup „rebeliantów” arabskich kooperujących z ISIS czy innymi dżihadystami (a nieraz wręcz byli członkowie Daesz) przeszli pod sztandary SDF, z dnia na dzień stając się oficjalnymi „partnerami” amerykańskiej Koalicji do walki z Państwem Islamskim

4 komentarze

Leave a Reply